Chłopak spojrzał na Sue dość pobłażliwie, po czym sięgnął po swoją paczkę papierosów i odpalił kolejnego.
-A czemuż to? Mam prawo tu przebywać jak każdy.
-Nie! - warknął rudzielec, wyrywając mu i tego papierosa.- W tym czasie powinieneś być w szkole na rozpoczęciu. A nie palić fajki. Niszczysz sobie zdrowie, pomijając już fakt, że śmierdzi Ci z buzi.
-Co nie zmienia faktu, ze zawsze znajdzie się ktoś, kto ma ochotę na przelizanie się z takim śmierdzielem. W odróżnieniu od ciebie, porządny i pachnący panie przewodniczący.
Sue spojrzał zaskoczony na starszego chłopaka. Cóż... Najgorsze, że poniekąd była to prawda. Nigdy nikogo nie miał, bo był zbyt skupiony na nauce. W końcu od zawsze chciał być najlepszy. I był. Jednak ucierpiało na tym jego życie towarzyskie. Którego w zasadzie nie było...
-Jesteś chamski. Nigdy nie przestaniesz mi z tego powodu dokuczać, prawda?
-Nie. Nie moja wina, iż jesteś towarzyską sierotą, nieprzystosowaną do normalnego życia. Nic sam zrobić nie potrafisz. Żyjesz sobie milusio z rodzicami, którzy za wszystko Ci płacą i wszystko Ci wybaczają. To nie jest normalne.
-Skoro tak Ci brakuje pieniędzy to zawsze możesz ich poprosić. Wiec mi tego nie wypominaj. Jeszcze nie pracuję, wiec to logiczne, że mnie utrzymują.
-Taaaak? Ja daję sobie radę jakoś. Nie wyciskam od nich kasy na takie pierdoły jak kolejny laptop czy tak luksusowe auto z szoferem na wyłączność.
-Och. Mamy to szczęście, że mogą sobie na to pozwolić. Dla nich to żaden problem, więc z tego korzystam. Mam dużo dodatkowych zajęć, wiec to wygodnie mieć szofera.
-Jesteś żałosny, wiesz?
-Jesteś zazdrosny, ze z nas obu rodzice wolą mnie. Przyznaj to, Keisuke.
-Braciszku. Chyba się przeceniasz. Nie jestem zazdrosny. To logiczne. Jesteś młodszy, więc na tobie się skupiają, ale mi to odpowiada. Lubię mieć wolność. A wyższe sfery mnie blokują. W tym wypadku chyba już rozumiesz, że Cię wykorzystuję a ty na to przystajesz.
Sue zmrużył powieki i już miał coś powiedzieć, gdy koło nich, nie wiadomo skąd pojawił się wysoki, mocno wymalowany i zakolczykowany chłopak. Oblizał swoją bladą wargę, po czym oparł się o murek, z nieudawaną nonszalancją.
-Możecie kłócić się troszkę ciszej? Naprawdę, słychać was na drugim końcu dziedzińca. Nie, żeby mi to przeszkadzało, jestem dość wredną i skorą to sporów osobą, jednak nie chcę, by cała szkoła wiedziała o waszych problemach rodzinnych. To byłoby trochę niekomfortowe, nie sądzicie?
Westchnął, lustrując ich oboje czarnymi oczyma. Poluźnił krawat od szkolnego mundurka i rozpiął pierwsze guziki koszuli, prezentując tym samym piękny tatuaż ze wzorem księżyca na szyi. Rudzielec spojrzał na intruza, szczególną uwagą darząc jego wszystkie dostępne mu do oglądania kolczyki. Trzy w wardze, tyle samo w brwi, niezliczoną ilość w uszach, małe tunele w to wliczając.
-W szkole obowiązuje pewien regulamin. Miło by było, gdybyś ograniczył trochę ilość metalu w ciele. Makijaż też mógłby zniknąć z twojej twarzy.
-Niestety. Nie jestem skory do dostosowywania się do jakiś reguł. Poza tym moja aparycja bez tego 'metalu' i makijażu nie wygląda już tak pociągająco, więc tym bardziej się nie skuszę. Chyba, że...
-Chyba, że co? - mruknął Sue, nie odwracając wzroku od twarzy chłopaka.
-Chyba, że sam mi je wyjmiesz, kochanie. Pozwolę ci nawet zdjąć te z języka. - uśmiechnął się złośliwie i przyparł przewodniczącego do ściany, wystawiając język i prezentując tym samym trzy kolczyki w nim umieszczone. Sue otworzył szerzej oczy, zszokowany ruchem chłopaka.
-Co ty robisz!? Puszczaj mnie! - pisnął, bojąc się go dotknąć.
-Daj spokój Shizuo. Zaraz się posika w majtki. Chodźmy lepiej na piwo. - mruknął Keisuke, patrząc na to znudzony.
-Ale dlaczego? - uśmiechnął się intruz i dotknął gładkiego policzka Sue.- Twój braciszek jest bardzo skory do przestrzegania regulaminu, więc niech mi pomoże. Też chcę być taki porządny.
Rudy przełknął ślinę, wystraszony. Zawsze unikał ludzi tego typu, traktując ich jak coś niegodnego uwagi. W dodatku tacy pewnie mieli kłopoty z prawem, ćpali i robili nie wiadomo jakie jeszcze przerażające rzeczy.
-Odejdź! Nie chcę Cię dotykać. - pisnął, czując, jak jego ciało drży, nie z podniecenia na widok pięknego ciała Shizuo bynajmniej. Starszy chłopak pogładził twarz chłopca, patrząc intensywnie na jego twarz, po czym zbliżył wargi do jego ucha.
-Nie bój się mnie, słoneczko. Nie zrobić Ci nic złego, chyba, że sam się o to będziesz prosił.
Sue wygiął usta w nieudawanym geście rozpaczy. Najchętniej odepchnął by chłopaka od siebie, ale bał się go dotknąć. Dosłownie.
-Jak chcesz, daj mi w twarz, wtedy odejdę. - uśmiechnął się Shizuo i spojrzał małemu w oczy. Ten był bliski płaczu. - Ej ej... Tylko mi tu nie płacz! - szybko odsunął się od niego, widząc łzy w jego oczach. Nie znosił, gdy inni płakali. Nie wiedział wtedy co ma zrobić. Poza tym nie chciał go aż tak wystraszyć. Co najwyżej trochę się podroczyć.
Młodszy chłopak szybko złapał za swoją torbę i pędem ruszył w stronę bramy szkoły. Keisuke spojrzał na przyjaciela i westchnął.
-Z nim się nie da żartować, Shane. Wiesz jaki on jest.
-No właśnie nie wiedziałem. Teraz już wiem. Jej... Nie chciałem go aż do takiego stanu doprowadzić. Aż tak straszny byłem?
-Nie. Ale on się boi takich ludzi, jak ty. W sensie okolczykowanych, z tatuażami, makijażem jak twój. Wyglądasz zbyt hardcorowo i zbyt od niego .. inaczej. Poza tym on się zadaje tylko z ludem ze 'swojej sfery'. Czyli pieprznymi elegancikami pod krawatem i ze średnią +5.0. Ze mną też się nie zadaje, a jesteśmy rodziną. Eh. Tępe dziecko. Rozpieszczone...
-No mniejsza. Teraz wiem, żeby tak się nie zachowywać przy nim. Chociaż to będzie trudne.
-Wiem. EEE tam. Walić małego. Chodźmy na dupy. - wyszczerzył się Keisuke i ruszył w stronę wyjścia. Shane uśmiechnął się i ruszył za nim.
-Wiesz co lubię!
***
-Ohydny, obleśny zboczeniec! - mruknął sam do siebie Sue, siedząc w swoim wygodnym samochodzie. Obejmował się ramionami i minę miał groźną, jak na jego osobę. Był wściekły, ale i wystraszony. Nie był przyzwyczajony do takich gestów, a już w szczególności nie przez kogoś takiego jak ten cały Shizuo. Nie znał go, wiedział tylko, że zadaje się z jego bratem i jest rok starszy. No i raczej nie należał do tej 'elity', w której Sue miał sposobność się znaleźć. A to jakby nie patrzeć wykreślało go z listy osób godnych uwagi rudzielca.
Po jakimś czasie dojechali do posiadłości rodziców Sue. Szofer otworzył chłopcu drzwi, a gdy ten wyszedł powiedział:
-Pańska matka kazała przekazać, że wróci późno.
-Dziękuję... - mruknął i wszedł do wielkiego domu. Nie rozglądając się nawet udał się na górę do swojego pokoju.
-A czemuż to? Mam prawo tu przebywać jak każdy.
-Nie! - warknął rudzielec, wyrywając mu i tego papierosa.- W tym czasie powinieneś być w szkole na rozpoczęciu. A nie palić fajki. Niszczysz sobie zdrowie, pomijając już fakt, że śmierdzi Ci z buzi.
-Co nie zmienia faktu, ze zawsze znajdzie się ktoś, kto ma ochotę na przelizanie się z takim śmierdzielem. W odróżnieniu od ciebie, porządny i pachnący panie przewodniczący.
Sue spojrzał zaskoczony na starszego chłopaka. Cóż... Najgorsze, że poniekąd była to prawda. Nigdy nikogo nie miał, bo był zbyt skupiony na nauce. W końcu od zawsze chciał być najlepszy. I był. Jednak ucierpiało na tym jego życie towarzyskie. Którego w zasadzie nie było...
-Jesteś chamski. Nigdy nie przestaniesz mi z tego powodu dokuczać, prawda?
-Nie. Nie moja wina, iż jesteś towarzyską sierotą, nieprzystosowaną do normalnego życia. Nic sam zrobić nie potrafisz. Żyjesz sobie milusio z rodzicami, którzy za wszystko Ci płacą i wszystko Ci wybaczają. To nie jest normalne.
-Skoro tak Ci brakuje pieniędzy to zawsze możesz ich poprosić. Wiec mi tego nie wypominaj. Jeszcze nie pracuję, wiec to logiczne, że mnie utrzymują.
-Taaaak? Ja daję sobie radę jakoś. Nie wyciskam od nich kasy na takie pierdoły jak kolejny laptop czy tak luksusowe auto z szoferem na wyłączność.
-Och. Mamy to szczęście, że mogą sobie na to pozwolić. Dla nich to żaden problem, więc z tego korzystam. Mam dużo dodatkowych zajęć, wiec to wygodnie mieć szofera.
-Jesteś żałosny, wiesz?
-Jesteś zazdrosny, ze z nas obu rodzice wolą mnie. Przyznaj to, Keisuke.
-Braciszku. Chyba się przeceniasz. Nie jestem zazdrosny. To logiczne. Jesteś młodszy, więc na tobie się skupiają, ale mi to odpowiada. Lubię mieć wolność. A wyższe sfery mnie blokują. W tym wypadku chyba już rozumiesz, że Cię wykorzystuję a ty na to przystajesz.
Sue zmrużył powieki i już miał coś powiedzieć, gdy koło nich, nie wiadomo skąd pojawił się wysoki, mocno wymalowany i zakolczykowany chłopak. Oblizał swoją bladą wargę, po czym oparł się o murek, z nieudawaną nonszalancją.
-Możecie kłócić się troszkę ciszej? Naprawdę, słychać was na drugim końcu dziedzińca. Nie, żeby mi to przeszkadzało, jestem dość wredną i skorą to sporów osobą, jednak nie chcę, by cała szkoła wiedziała o waszych problemach rodzinnych. To byłoby trochę niekomfortowe, nie sądzicie?
Westchnął, lustrując ich oboje czarnymi oczyma. Poluźnił krawat od szkolnego mundurka i rozpiął pierwsze guziki koszuli, prezentując tym samym piękny tatuaż ze wzorem księżyca na szyi. Rudzielec spojrzał na intruza, szczególną uwagą darząc jego wszystkie dostępne mu do oglądania kolczyki. Trzy w wardze, tyle samo w brwi, niezliczoną ilość w uszach, małe tunele w to wliczając.
-W szkole obowiązuje pewien regulamin. Miło by było, gdybyś ograniczył trochę ilość metalu w ciele. Makijaż też mógłby zniknąć z twojej twarzy.
-Niestety. Nie jestem skory do dostosowywania się do jakiś reguł. Poza tym moja aparycja bez tego 'metalu' i makijażu nie wygląda już tak pociągająco, więc tym bardziej się nie skuszę. Chyba, że...
-Chyba, że co? - mruknął Sue, nie odwracając wzroku od twarzy chłopaka.
-Chyba, że sam mi je wyjmiesz, kochanie. Pozwolę ci nawet zdjąć te z języka. - uśmiechnął się złośliwie i przyparł przewodniczącego do ściany, wystawiając język i prezentując tym samym trzy kolczyki w nim umieszczone. Sue otworzył szerzej oczy, zszokowany ruchem chłopaka.
-Co ty robisz!? Puszczaj mnie! - pisnął, bojąc się go dotknąć.
-Daj spokój Shizuo. Zaraz się posika w majtki. Chodźmy lepiej na piwo. - mruknął Keisuke, patrząc na to znudzony.
-Ale dlaczego? - uśmiechnął się intruz i dotknął gładkiego policzka Sue.- Twój braciszek jest bardzo skory do przestrzegania regulaminu, więc niech mi pomoże. Też chcę być taki porządny.
Rudy przełknął ślinę, wystraszony. Zawsze unikał ludzi tego typu, traktując ich jak coś niegodnego uwagi. W dodatku tacy pewnie mieli kłopoty z prawem, ćpali i robili nie wiadomo jakie jeszcze przerażające rzeczy.
-Odejdź! Nie chcę Cię dotykać. - pisnął, czując, jak jego ciało drży, nie z podniecenia na widok pięknego ciała Shizuo bynajmniej. Starszy chłopak pogładził twarz chłopca, patrząc intensywnie na jego twarz, po czym zbliżył wargi do jego ucha.
-Nie bój się mnie, słoneczko. Nie zrobić Ci nic złego, chyba, że sam się o to będziesz prosił.
Sue wygiął usta w nieudawanym geście rozpaczy. Najchętniej odepchnął by chłopaka od siebie, ale bał się go dotknąć. Dosłownie.
-Jak chcesz, daj mi w twarz, wtedy odejdę. - uśmiechnął się Shizuo i spojrzał małemu w oczy. Ten był bliski płaczu. - Ej ej... Tylko mi tu nie płacz! - szybko odsunął się od niego, widząc łzy w jego oczach. Nie znosił, gdy inni płakali. Nie wiedział wtedy co ma zrobić. Poza tym nie chciał go aż tak wystraszyć. Co najwyżej trochę się podroczyć.
Młodszy chłopak szybko złapał za swoją torbę i pędem ruszył w stronę bramy szkoły. Keisuke spojrzał na przyjaciela i westchnął.
-Z nim się nie da żartować, Shane. Wiesz jaki on jest.
-No właśnie nie wiedziałem. Teraz już wiem. Jej... Nie chciałem go aż do takiego stanu doprowadzić. Aż tak straszny byłem?
-Nie. Ale on się boi takich ludzi, jak ty. W sensie okolczykowanych, z tatuażami, makijażem jak twój. Wyglądasz zbyt hardcorowo i zbyt od niego .. inaczej. Poza tym on się zadaje tylko z ludem ze 'swojej sfery'. Czyli pieprznymi elegancikami pod krawatem i ze średnią +5.0. Ze mną też się nie zadaje, a jesteśmy rodziną. Eh. Tępe dziecko. Rozpieszczone...
-No mniejsza. Teraz wiem, żeby tak się nie zachowywać przy nim. Chociaż to będzie trudne.
-Wiem. EEE tam. Walić małego. Chodźmy na dupy. - wyszczerzył się Keisuke i ruszył w stronę wyjścia. Shane uśmiechnął się i ruszył za nim.
-Wiesz co lubię!
***
-Ohydny, obleśny zboczeniec! - mruknął sam do siebie Sue, siedząc w swoim wygodnym samochodzie. Obejmował się ramionami i minę miał groźną, jak na jego osobę. Był wściekły, ale i wystraszony. Nie był przyzwyczajony do takich gestów, a już w szczególności nie przez kogoś takiego jak ten cały Shizuo. Nie znał go, wiedział tylko, że zadaje się z jego bratem i jest rok starszy. No i raczej nie należał do tej 'elity', w której Sue miał sposobność się znaleźć. A to jakby nie patrzeć wykreślało go z listy osób godnych uwagi rudzielca.
Po jakimś czasie dojechali do posiadłości rodziców Sue. Szofer otworzył chłopcu drzwi, a gdy ten wyszedł powiedział:
-Pańska matka kazała przekazać, że wróci późno.
-Dziękuję... - mruknął i wszedł do wielkiego domu. Nie rozglądając się nawet udał się na górę do swojego pokoju.
08.10.2011 o godz. 19:00
komentuj (1)
Wczoraj postanowiłam zabrać się za jakieś anime z letniego sezonu. Tak więc wyszł jak wyszło: włączyłam Nyanpire. Byłam ciekawa, co to za anime, w końcu trwało ok. 5 min (1 odcinek) i kreska była dość dziecinna. Jednak po obejrzeniu całej serii mogę powiedzieć tylko tyle, że gorąco Wam polecam tę animację. Najsłodsza i najkochańsza jaka powstała. No ale może krótko opiszę fabułę.
Mały, biedny kotek jest bliski śmierci. Znajduje go jednak wampir (piękny! Bish xD) i daje mu swoją krew. I tak kotek zmienia się w wampirka. Nyanpirka!
Uwielbia on czerwone rzeczy i jedzonko, szczególnie truskawki i .. krew oczywiście!
Na swojej drodze spotyka kociego samuraja, upadłego anioła oraz braciszka - Chachamaru. Razem przeżywają wiele przygód. ;3 I musze dodać, że wyczuwam tam podteksty gejowskie xDNasz samuraj zakochał się bowiem w wampirku ;3
Zachęcam was do oglądania! <3
Mały, biedny kotek jest bliski śmierci. Znajduje go jednak wampir (piękny! Bish xD) i daje mu swoją krew. I tak kotek zmienia się w wampirka. Nyanpirka!
Uwielbia on czerwone rzeczy i jedzonko, szczególnie truskawki i .. krew oczywiście!
Na swojej drodze spotyka kociego samuraja, upadłego anioła oraz braciszka - Chachamaru. Razem przeżywają wiele przygód. ;3 I musze dodać, że wyczuwam tam podteksty gejowskie xDNasz samuraj zakochał się bowiem w wampirku ;3
Zachęcam was do oglądania! <3
Miss Mosh. Moim zdaniem jedna z najpiękniejszych kobiet na ziemi. Karierę modelki rozpoczęła w 2006 roku.
Jak sama napisała na swojej stronie, kocha modeling alternatywny, glamour jak i fetysz.
Jej DA : http://miss-mosh.deviantart.com/
Dzisiaj kilka zdjęć w wersji blond. ;3
Jak sama napisała na swojej stronie, kocha modeling alternatywny, glamour jak i fetysz.
Jej DA : http://miss-mosh.deviantart.com/
Dzisiaj kilka zdjęć w wersji blond. ;3
Część pierwsza yaoi "Najlepszy".
Piękny kwietniowy poranek. Z jakże wielkim entuzjazmem wszyscy uczniowie zmierzali w kierunku swoich szkół. Uśmiechy wręcz nie schodziły im z twarzy na myśl o kilku miesiącach siedzenia w szkole, wstawania z samego rana i zakuwania z matematyki. Przecież to bardzo kręci nastolatków. Innym zaś bardziej podoba się darcie na młodszych kolegów i koleżanki.
-Pierwszaki! Ustawić się parami. Zaraz wchodzimy na aulę! - powiedział nieco spanikowany Kenji, starając się zapanować nad sporym tłumkiem nowych uczniów. Ci jednak byli zbyt podekscytowani by przestać rozmawiać i wykonać wbrew pozorom proste polecenia członka Rady Uczniowskiej.
-Ej. Ja serio mówię. Jak tu przewodniczący wpadnie to już po nas! Rozniesie, nawrzeszczy, zawiesi w prawach... - piszczał chłopak.
-Skończ! - ciężka książka wylądowała na jego głowie. - Nie panikuj, tylko zajmij się porządnie dzieciakami. - warknęła Aya. - To nie do pomyślenia, by członek samorządu zachowywał się jak pajac. Zapanuj nad nimi jak mężczyzna, bo Sue Cię wywali na zbity pysk.
-Tak jest... - wyjąkał Kenji po czym zrobił kilka wdechów i wydechów.
-CISZA!!! - wydarł się na całe gardło. Pierwszaki natychmiastowo się odwrócili w jego stronę, podobnie zresztą reszta uczniów ze starszych roczników. - Macie się natychmiast ustawić, bo jak nie to będziecie sprzątać po zajęciach toalety! Albo jeszcze lepiej, wsadzę wam tam głowy! Zrozumiano?!
Wszyscy, z Ayą na czele otworzyli zszokowani oczy. Młodsi szybko ustawili się w rządku. Chyba wizja szanownej główki z męskiej toalecie nie bardzo do nich przemawiała.. No cóż...
-Już lepiej. Teraz idziecie za mną na aulę. I nawet nie próbujcie się słowem odezwać. Bo nie ręczę za siebie. - mruknął i ruszył szybkim krokiem w stronę sali.
Mniej więcej w tym samym czasie pod główną bramę podjechał luksusowy Maybach 62. Głowy większości (poza kilkoma osobami zbyt zabsorbowanymi twierdzeniem Talesa) ludzi na dziedzińcu jak i w jego okolicach odwróciły się w jego stronę. Każdy był ciekawy, kto z niego wyjdzie. Obstawiano na opalonego, seksownego bruneta, o piorunującym spojrzeniu. Jak więc można założyć, osoba w aucie była jego całkowitym przeciwieństwem. I tak w istocie było. Szofer otworzył drzwi a ze środka wyczłapał się średniego wzrostu, drobnej postury, zafarbowany na rudo chłopak, czy chłopiec raczej. Na nosie miał duże, nerdowate okulary i z całą pewnością odpowiadał opisowi typowego kujona. Kilka osób zrobiło minę, jakby dostali śmierdzącym śledziem po twarzy.
Jednak rudzielec niezbyt się tym przejmował. Wziął od szofera teczkę i pewnym krokiem ruszył ku wejściu. Stała tam Aya, czytając jakieś papiery. Podszedł do niej i powiedział dość cicho:
-Hej. Pierwszaki już w auli? Czy Kanji nie dał rady?
-O! Cześć Słonko. Dzieciaki już są. W tego pajaca wstąpił smok. Wydarł się na nich i w ogóle...
-On? Aż ciężko w to uwierzyć. - uśmiechnął się delikatnie, poprawiając swoje okularki.
-Ja nigdy nie kłamię. Nastraszyłam go, że go wywalą z Rady jak nie zapanuje nad nimi.
-OO.. To już chyba znamy sposób, by zmusić go do działania. Hm... Wszystkie papiery przygotowane?
-Jasne. Masz je na stole przed aulą. Hayami je przygotowała. Idź przejrzeć. Za 10 minut rozpoczynamy. - uśmiechnęła się szeroko, po czym odeszła w stronę jakiegoś nauczyciela. Chłopak wszedł do budynku i ruszył w stronę wielkich drzwi do głównej sali. Odebrał po drodze teczkę z kartkami od wysokiej dziewczyny, po czym udał się na aule. Tam panował istny chaos. Uczniowie chodzili bez sensu w tę i z powrotem, pierwszaki.. Chyba nie warto komentować, bo wydzierali się jak dzieci z jakąś chorobą psychiczną.
-Tak być nie może. - mruknął po nosem, po czym szybko podszedł do Kenjiego. - Cześć. Co to ma być? Czemu tu panuje taki bałagan?
-Oni powariowali! Nie chcą już mnie słuchać... Przepraszam! - wyjąkał przerażony, patrząc na rudego niemal z nabożną czcią. - Pomożesz?
-Jasne. Od tego jestem. - westchnął i sięgnął po mikrofon. Stanął na scenie i głośno, władczym tonem nieznoszącym sprzeciwu oznajmił:
-Osoby, które w ciągu pięciu sekund nie ustawią się na swoje miejsce i nie skończą gadać, zostaną niedopuszczone do uczestnictwa w rozpoczęciu, a co za tym idzie zawieszone w prawach ucznia a ich ocena z zachowania będzie obniżona o jeden stopień na semestr. Pierwsze klasy siadają w pierwszych czterech rzędach, klasy drugie w następnych czterech a na końcu klasy maturalne. Liczę do pięciu. Raz...
Na twarzach nowo przybyłych pojawiła się niechęć, jednak szybko zaczęli zajmować miejsca.
-Dwa.. Trzy... - mówił dalej, przyglądając się całej tej dziczy. - Cztery i pięć. Dziękuję za uwagę. Proszę tak pozostać do rozpoczęcia.
Uśmiechnął się wrednie, po czym zszedł i odstawił mikrofon. Kanji spojrzał na niego z uwielbieniem w oczach.
-Sue! Jak ty to robisz? Każdy się ciebie słucha...
-Po prostu jestem pewny siebie. Ty też zacznij, bo dajesz sobie wchodzić na głowę. Nie bądź dla nich za miły, to tylko sprawi, że stracą do Ciebie szacunek. Nie masz nie wiadomo jakiej postury by sobie na to pozwolić. Tacy jak my muszą mieć siłę przebicia. Samo dostanie się do Rady nic nie znaczy. Liczy się to, co potrafisz zrobić jak już się tu znajdziesz. Popracuj nad sobą. Nie chcę Cię przecież wywalać. - mruknął i odszedł.
-Tak jest, Panie przewodniczący...
***
-Chciałbym serdecznie powitać wszystkich uczniów, jak i nauczycieli i radę pedagogiczną. Jako przewodniczący szkoły mam ten zaszczyt i powierzono mi poprowadzenie tej uroczystości. Na początek chciałabym powiedzieć kilka ważniejszych informacji... - głos Sue rozbrzmiewał w całej auli. Uczniowie patrzyli na niego z mieszanymi emocjami. Jedni ze znudzeniem, inni z ciekawością, jeszcze inni z minami mówiącymi jasno i wyraźnie: „Jak taki ktoś może mieć taką brykę?!”. W każdym bądź razie Sue gadał i gadał i w zasadzie gadał by jeszcze bardzo długo, gdyby nie to, że miał ograniczony czas i dyrektor chciał wygłosić mowę. Tak więc wielce tym zawiedziony zszedł ze sceny, oddając jednej z dziewcząt swój ukochany mikrofon. Usiadł na swoim miejscu, wsłuchując się w bezsensowne zdania dyrektora...
***
Ubrany na czarno, wysoki rockowiec stał oparty o mur szkoły, w dość mało widocznym miejscu. Nogą uderzał lekko w ścianę, dotleniając swoje płuca kolejnym już dziś papierosem. Rozpoczęcie go mało interesowało. I tak wszystkie informacje będą podane na stronie internetowej. Poza tym... Już powinno się skończyć to całe zatruwanie dupy. Zerknął na drzwi wejściowe. Pojedyncze osoby zaczęły już wychodzić. Uśmiechnął się pod nosem, zaciągając się porządnie. W tym samym momencie zobaczył rudą czuprynę, która zmierzała w jego stronę. Mina owego dzieciaczka była przepełniona złością.
-Cześć Sue... - uśmiechnął się złośliwie, mierząc go wzrokiem. - Co Cię do mnie sprowadza?
- Nie pogrywaj ze mną Keisuke! Co ty tu do cholery robisz?! - warknął chłopak, wyciągając mu z ust fajkę i rzucając ją następnie na ziemię. - Odpowiedz! Nie powinno Cię tu być!
Piękny kwietniowy poranek. Z jakże wielkim entuzjazmem wszyscy uczniowie zmierzali w kierunku swoich szkół. Uśmiechy wręcz nie schodziły im z twarzy na myśl o kilku miesiącach siedzenia w szkole, wstawania z samego rana i zakuwania z matematyki. Przecież to bardzo kręci nastolatków. Innym zaś bardziej podoba się darcie na młodszych kolegów i koleżanki.
-Pierwszaki! Ustawić się parami. Zaraz wchodzimy na aulę! - powiedział nieco spanikowany Kenji, starając się zapanować nad sporym tłumkiem nowych uczniów. Ci jednak byli zbyt podekscytowani by przestać rozmawiać i wykonać wbrew pozorom proste polecenia członka Rady Uczniowskiej.
-Ej. Ja serio mówię. Jak tu przewodniczący wpadnie to już po nas! Rozniesie, nawrzeszczy, zawiesi w prawach... - piszczał chłopak.
-Skończ! - ciężka książka wylądowała na jego głowie. - Nie panikuj, tylko zajmij się porządnie dzieciakami. - warknęła Aya. - To nie do pomyślenia, by członek samorządu zachowywał się jak pajac. Zapanuj nad nimi jak mężczyzna, bo Sue Cię wywali na zbity pysk.
-Tak jest... - wyjąkał Kenji po czym zrobił kilka wdechów i wydechów.
-CISZA!!! - wydarł się na całe gardło. Pierwszaki natychmiastowo się odwrócili w jego stronę, podobnie zresztą reszta uczniów ze starszych roczników. - Macie się natychmiast ustawić, bo jak nie to będziecie sprzątać po zajęciach toalety! Albo jeszcze lepiej, wsadzę wam tam głowy! Zrozumiano?!
Wszyscy, z Ayą na czele otworzyli zszokowani oczy. Młodsi szybko ustawili się w rządku. Chyba wizja szanownej główki z męskiej toalecie nie bardzo do nich przemawiała.. No cóż...
-Już lepiej. Teraz idziecie za mną na aulę. I nawet nie próbujcie się słowem odezwać. Bo nie ręczę za siebie. - mruknął i ruszył szybkim krokiem w stronę sali.
Mniej więcej w tym samym czasie pod główną bramę podjechał luksusowy Maybach 62. Głowy większości (poza kilkoma osobami zbyt zabsorbowanymi twierdzeniem Talesa) ludzi na dziedzińcu jak i w jego okolicach odwróciły się w jego stronę. Każdy był ciekawy, kto z niego wyjdzie. Obstawiano na opalonego, seksownego bruneta, o piorunującym spojrzeniu. Jak więc można założyć, osoba w aucie była jego całkowitym przeciwieństwem. I tak w istocie było. Szofer otworzył drzwi a ze środka wyczłapał się średniego wzrostu, drobnej postury, zafarbowany na rudo chłopak, czy chłopiec raczej. Na nosie miał duże, nerdowate okulary i z całą pewnością odpowiadał opisowi typowego kujona. Kilka osób zrobiło minę, jakby dostali śmierdzącym śledziem po twarzy.
Jednak rudzielec niezbyt się tym przejmował. Wziął od szofera teczkę i pewnym krokiem ruszył ku wejściu. Stała tam Aya, czytając jakieś papiery. Podszedł do niej i powiedział dość cicho:
-Hej. Pierwszaki już w auli? Czy Kanji nie dał rady?
-O! Cześć Słonko. Dzieciaki już są. W tego pajaca wstąpił smok. Wydarł się na nich i w ogóle...
-On? Aż ciężko w to uwierzyć. - uśmiechnął się delikatnie, poprawiając swoje okularki.
-Ja nigdy nie kłamię. Nastraszyłam go, że go wywalą z Rady jak nie zapanuje nad nimi.
-OO.. To już chyba znamy sposób, by zmusić go do działania. Hm... Wszystkie papiery przygotowane?
-Jasne. Masz je na stole przed aulą. Hayami je przygotowała. Idź przejrzeć. Za 10 minut rozpoczynamy. - uśmiechnęła się szeroko, po czym odeszła w stronę jakiegoś nauczyciela. Chłopak wszedł do budynku i ruszył w stronę wielkich drzwi do głównej sali. Odebrał po drodze teczkę z kartkami od wysokiej dziewczyny, po czym udał się na aule. Tam panował istny chaos. Uczniowie chodzili bez sensu w tę i z powrotem, pierwszaki.. Chyba nie warto komentować, bo wydzierali się jak dzieci z jakąś chorobą psychiczną.
-Tak być nie może. - mruknął po nosem, po czym szybko podszedł do Kenjiego. - Cześć. Co to ma być? Czemu tu panuje taki bałagan?
-Oni powariowali! Nie chcą już mnie słuchać... Przepraszam! - wyjąkał przerażony, patrząc na rudego niemal z nabożną czcią. - Pomożesz?
-Jasne. Od tego jestem. - westchnął i sięgnął po mikrofon. Stanął na scenie i głośno, władczym tonem nieznoszącym sprzeciwu oznajmił:
-Osoby, które w ciągu pięciu sekund nie ustawią się na swoje miejsce i nie skończą gadać, zostaną niedopuszczone do uczestnictwa w rozpoczęciu, a co za tym idzie zawieszone w prawach ucznia a ich ocena z zachowania będzie obniżona o jeden stopień na semestr. Pierwsze klasy siadają w pierwszych czterech rzędach, klasy drugie w następnych czterech a na końcu klasy maturalne. Liczę do pięciu. Raz...
Na twarzach nowo przybyłych pojawiła się niechęć, jednak szybko zaczęli zajmować miejsca.
-Dwa.. Trzy... - mówił dalej, przyglądając się całej tej dziczy. - Cztery i pięć. Dziękuję za uwagę. Proszę tak pozostać do rozpoczęcia.
Uśmiechnął się wrednie, po czym zszedł i odstawił mikrofon. Kanji spojrzał na niego z uwielbieniem w oczach.
-Sue! Jak ty to robisz? Każdy się ciebie słucha...
-Po prostu jestem pewny siebie. Ty też zacznij, bo dajesz sobie wchodzić na głowę. Nie bądź dla nich za miły, to tylko sprawi, że stracą do Ciebie szacunek. Nie masz nie wiadomo jakiej postury by sobie na to pozwolić. Tacy jak my muszą mieć siłę przebicia. Samo dostanie się do Rady nic nie znaczy. Liczy się to, co potrafisz zrobić jak już się tu znajdziesz. Popracuj nad sobą. Nie chcę Cię przecież wywalać. - mruknął i odszedł.
-Tak jest, Panie przewodniczący...
***
-Chciałbym serdecznie powitać wszystkich uczniów, jak i nauczycieli i radę pedagogiczną. Jako przewodniczący szkoły mam ten zaszczyt i powierzono mi poprowadzenie tej uroczystości. Na początek chciałabym powiedzieć kilka ważniejszych informacji... - głos Sue rozbrzmiewał w całej auli. Uczniowie patrzyli na niego z mieszanymi emocjami. Jedni ze znudzeniem, inni z ciekawością, jeszcze inni z minami mówiącymi jasno i wyraźnie: „Jak taki ktoś może mieć taką brykę?!”. W każdym bądź razie Sue gadał i gadał i w zasadzie gadał by jeszcze bardzo długo, gdyby nie to, że miał ograniczony czas i dyrektor chciał wygłosić mowę. Tak więc wielce tym zawiedziony zszedł ze sceny, oddając jednej z dziewcząt swój ukochany mikrofon. Usiadł na swoim miejscu, wsłuchując się w bezsensowne zdania dyrektora...
***
Ubrany na czarno, wysoki rockowiec stał oparty o mur szkoły, w dość mało widocznym miejscu. Nogą uderzał lekko w ścianę, dotleniając swoje płuca kolejnym już dziś papierosem. Rozpoczęcie go mało interesowało. I tak wszystkie informacje będą podane na stronie internetowej. Poza tym... Już powinno się skończyć to całe zatruwanie dupy. Zerknął na drzwi wejściowe. Pojedyncze osoby zaczęły już wychodzić. Uśmiechnął się pod nosem, zaciągając się porządnie. W tym samym momencie zobaczył rudą czuprynę, która zmierzała w jego stronę. Mina owego dzieciaczka była przepełniona złością.
-Cześć Sue... - uśmiechnął się złośliwie, mierząc go wzrokiem. - Co Cię do mnie sprowadza?
- Nie pogrywaj ze mną Keisuke! Co ty tu do cholery robisz?! - warknął chłopak, wyciągając mu z ust fajkę i rzucając ją następnie na ziemię. - Odpowiedz! Nie powinno Cię tu być!
Cześć 2 Yaoi "Dla Ciebie wszystko."
"Powrót"
Na lekcji Sessue nie mógł się na niczym skupić. Jego wzrok utkwiony był w siedzącym w ławce obok Tame. Serce biło mu jak oszalałe. Ten chłopak... Był nieziemsko podobny do Takeichi'ego. Nawet ich imiona zaczynały się na tą samą literę. To pewnie szansa zesłana z nieba...
Brunet westchnął cicho. Takeichi... Jego były chłopak. Nikt nie był równie cudowny jak on. To była prawdziwa miłość. Nie to co jego aktualny związek z Emi. Jest z nią, bo myślał, że uda mu się zapomnieć o ukochanym, który został zamordowany przez uliczny gang. Jednak to nic nie dało. Nie umiał jej pokochać. Nie dorastała Takeichi'emu do pięt. On był nadzwyczajny. Słodkin malutki i taki kochany. Przy nim mógł być sobą. Mimo iż minęły już prawie 3 lata od śmierci, nadal nie mógł się pozbierać.
A ten nowy... Gdy tylko wszedł do klasy, jago serce zabiło szybciej. To było wstrząsające przeżycie. Jakbt Takieś zmartwychwstał. Byli jak dwie krople wody. Tame także był niziutki, miał przydługie, lekko sterczące blond włosy i podobny, słodki uśmiech. Nawet ubierali się podobnie. "Eh... Muszę go lepiej poznać." zacisnął wargi i wpatrzył się w jego szczupłą sylwetkę. Jejku. Był taki maleńki.
Negle zauważył, że Masahito, jego odwieczny wróg, gapi się bezczelnie na Tame i wygiął swoje wstrętne wargi w przyjaznym uśmiechu. 'Grr! On coś knuje.' zacisnął pięści, po czym do głowy wpadła mu pewna myśl. 'Zaraz! Przecież ten dupek jest bi. Pewnie Tame mu się spodobał. Kurwa!!! Muszę zacząć działać, bo koleś ma dużo uroku i jeśli nowy jest niedoświadczony, to łatwo wpadnie w jego sidła.'. Se rzucił Masahito złowrogie spojrzenie po czym zaczął obmyślać plan działania.
Po lekcji szybko wyszedł na boisko. Podszedł do swoich znajomych, ale ukradkiem obserwował Tame. Ten oparł się o drzewo na środku trawnika. Wyglądał zjawiskowo, gdy wiatr rozwiewał mu włosy. Sessue westchnął cicho. Kątem oka zauważył, że jego kuzyn Daisuke podszedł do nowego i zaczęli ze sobą rozmawiać. 'Dzięki Ci Panie za Twe hojne dary!' zaśmiał się w duchu. "Mam okazję by do niego podejść' spojrzał wesoło na kumpli.
- Robię w sobotę imprezę. Wpadniecie nie?- powiedział jak gdyby nigdy nic.
- Jasne. Nikt nie przepuści imprezy u Ciebie.- zaśmiał się Katsumi.
- No właśnie. Wpadniemy na stówę.- dodał Michiro.
- To dobrze.- uśmiechnął się przebiegle Se.- Chodźmy do Daisuke.
- Okej.- wyszczerzył się Kat i cała czwórka ruszła w ich stronę. Brunet starał się nie patrzeć na nowego, by nie rzucić się na niego. Stanął przed kuzynem i uśmiechnął się zmysłowo.
- Witaj Die.
- Hej.- mruknął Daisuke.- co tam?
- Bosko jak zawsze.- poprawił pokazowo swoją długą grzywkę.- Robię w sobotę imprezę. Wpadniesz?
- Nie wiem...- westchnął.- Jakoś nie mam ochoty.
- Die, nawet nie próbuj się wymigać.- spojrzał mu w oczy.- Będzie bosko. Jak zawsze zresztą.- powiedział po czym jego wzrok spoczął na Tame.
- Och.. Witaj. Jesteś tu nowy prawda?
Blondyn spojrzał na niego lekko zmieszany. Nie spodziewał się, że odezwie się do niego ktoś 'taki'.
- Tak..- powiedział cicho i zaczął bawć się breloczkiem od spodni.
- Jestem Sessue Yuriko. Chodzimy razem na etykę.
- Ja Tame Suzuki. Miło mi.- mruknął cicho.
- Całą przyjemność po mojej stronie.- brunet zdesperowany, że jego urok nie działa na Małego, przegryzł seksownie dolną wargę udając, że nad czymś się zastanawia.- Hm... Może też wpadniesz? Wiem, że praktycznie się nie znamy, ale moge zapewnić, że to najlepsze domówki w całej Japonii.
Tame otworzył szerzej swoje duże oczka, teraz już oszołomiony.
- Na-naprawdę?
- Oczywiście.- Se aż serce zabiło mocniej. Chłopak był przesłodki. Te jego oczy... I usta... Najchętniej pocałowałby go tu i teraz.- Mieszkam przy Sakura 17.- podał mu wizytówkę.- O 21.
- Dziękuję.- uśmiechnął się delikatnie i schował karteczkę do kieszeni.
- Ależ nie ma za co. Mam tylko nadzieję, że przyjdziecie.- zerknął na Daisuke, który wykrzywił usta w dziwnym grymasie. Przyjrzał się Se. 'On coś knuje' pomyślał. 'Muszę pilnować Tame, bo jeszcze coś mu zrobią.'
- Jasne. Przyjdę na pewno.- mruknął cicho. Tame zmrużył oczka. Skąd ta nagła zmiana zdania? I ten złowieszczy ton? Dziwne...
- To super. Czekam na was wieczorem.- oznajmił po czym zadzwonił dzwonek na lekcje.
Tame siedział właśnie na lekcji angielskiego. Przd sobą miał wizytówkę Se. "Sessue Yuriko, Sakura 17, Kioto", nizej podane były numery telefonów. Westchnął cicho. Gdzieś już słyszał to nazwisko. Z wyglądu też skądś go kojarzył. Tylko nie miał pojęcia skąd. raczej nie mogli się kiedykolwiek spotkać. Eh... Może potem sobie przypomni. Westchnął i uniósł głowę. Spojrzał przed siebie, prosto na plecy jakiegoś chłopaka. Miał na sobie skórzaną kurtkę i obcisłe, czarne jeansy. Po chwili odwrócił się do tyłu i spojrzał na chłopaka. Miał duże, czarne oczy, podkreślone ciemnym cieniem, a na ustach cienką warstwę bażowej szminki. Co tu dużo mówić. Był megasaksowny. Czerwono-czarne kosmyki włosów opadały na jego jasną skorę i tylko dodawały uroku. Tame spuścił wzrok speszony. Nieznajomy uśmiechnął się zniewalająco. Tame zarumienił się mimowolnie.
- Hey.- czerwonowłosy spojrzał mu w oczy przez chwilę, po czym wyciągnął dłoń w jego kierunku.- Jestem Masahito.
- Witaj.- uścisnął delikatnie jego zadbaną dłoń.- Ja Rame. Miło mi.
- Mi również. Jak tam pierwszy dzień?- rozcylił lekko pełne wargi. Tame aż się zrobiło gorąco.
- Całkiem dobrze. Spodziweałem się gorszych warunków.
- To dobrze.- powiedział swoim niskim, lekko zachrypniętym głosem.- Może chcesz zjeść lunch za mną i moimi kumplami? Chyba, że już Ci to ktoś zaproponował.
- Chętnie. -uśmiechnął się delikatnie. masahito odwzajemnił uśmiech.
- Będę czekał przed klasą.
- Dzięki.
- Ależ nie ma za co. Zawsze do usług.- skinął lakko głową i odwrócił się przodem do tablicy. Tame zacisnął wargi. 'Kurczę! To COŚ znów zaczęło działać. Co sie ze mną dzieje? Nie jestem przeciez gejem!' krzyczał w myślach.
Masahito oparł się o szafkę i uśmiechnął do Tame. Blondyn spojrzał na niego i wrzucił książki do szafki.
- Idziemy?- spytał ciemnowłosy.
- Jasne.- ruszył w stronę stołówki. Dziwił się jednak, czemu wszyscy są dla niego tacy mili. W poprzednich szkołach raczej traktowali go jak odmieńca. A tu? To naprawdę cyrk.
Masahito usiadł z Tame przy stoliku w rogu sali. Sessue wbił w niego pełne pogardy i nienawiści spojrzenie. najchętniej zadźgałby go tępym cyrklem i powiesił za włosy łonowe na lampie na środku stołówki.
- Dupek.- mruknął i władował sobie do buzi spory kawałek pizzy z krewetkami. Jego kumpel, Katsumi zerknął na niego zdziwiony.
- Co się tak na Masahito gapisz? Znów fikał?
- Jak chcesz to mu spiorę tę szczurzą mordę.- zaoferował się Michiro.
- Wkurwia mnie.- mruknął Se.- Gdy tylko zobaczył, że gadam z tym nowym to od razu zechciał się z nim również zakolegować.
Chłopcy zmrużyli powieki i wbili zwrok w Masahito.
- Cholerny klon. Nie może kogoś innego kopiować?- warknął i zacisnął pięści.- Zniszczę go.
- O tak! Już po nim! Uratujemy Tame.- oświadczył Kat.
- Noo...- dodał Murai i dopił swoją colę. Szczerze nie zależało mu na przyjaźni z tym nowym. Chodzi o pretekst do zlania tego chuja i jego kumpli. Zresztą gdy ktoś z ich paczki coś chce, to musi to dostać. Taka zasada. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Niczym czterej muszkieterowie.
Michiro ukradkiem spojrzał na Tame. Cóż... Był całkiem przystojny. No i taki w typie Sessue. Niski, szczupły i słodki niczym belgijska pralinka. Uśmiechnął się pod nosem. Od razu wiedział, że nie chodzi o kopiowanie. Po prostu nowy mu się spodobał i chciał go mieć. A Masahito ma taki sam gust jeśli chodzi o chłopców. Mrau! To będzie ekscytujący rok. Bo ani Se, ani Masa nie odpuszczą. Ciekawe który wygra?
"Powrót"
Na lekcji Sessue nie mógł się na niczym skupić. Jego wzrok utkwiony był w siedzącym w ławce obok Tame. Serce biło mu jak oszalałe. Ten chłopak... Był nieziemsko podobny do Takeichi'ego. Nawet ich imiona zaczynały się na tą samą literę. To pewnie szansa zesłana z nieba...
Brunet westchnął cicho. Takeichi... Jego były chłopak. Nikt nie był równie cudowny jak on. To była prawdziwa miłość. Nie to co jego aktualny związek z Emi. Jest z nią, bo myślał, że uda mu się zapomnieć o ukochanym, który został zamordowany przez uliczny gang. Jednak to nic nie dało. Nie umiał jej pokochać. Nie dorastała Takeichi'emu do pięt. On był nadzwyczajny. Słodkin malutki i taki kochany. Przy nim mógł być sobą. Mimo iż minęły już prawie 3 lata od śmierci, nadal nie mógł się pozbierać.
A ten nowy... Gdy tylko wszedł do klasy, jago serce zabiło szybciej. To było wstrząsające przeżycie. Jakbt Takieś zmartwychwstał. Byli jak dwie krople wody. Tame także był niziutki, miał przydługie, lekko sterczące blond włosy i podobny, słodki uśmiech. Nawet ubierali się podobnie. "Eh... Muszę go lepiej poznać." zacisnął wargi i wpatrzył się w jego szczupłą sylwetkę. Jejku. Był taki maleńki.
Negle zauważył, że Masahito, jego odwieczny wróg, gapi się bezczelnie na Tame i wygiął swoje wstrętne wargi w przyjaznym uśmiechu. 'Grr! On coś knuje.' zacisnął pięści, po czym do głowy wpadła mu pewna myśl. 'Zaraz! Przecież ten dupek jest bi. Pewnie Tame mu się spodobał. Kurwa!!! Muszę zacząć działać, bo koleś ma dużo uroku i jeśli nowy jest niedoświadczony, to łatwo wpadnie w jego sidła.'. Se rzucił Masahito złowrogie spojrzenie po czym zaczął obmyślać plan działania.
Po lekcji szybko wyszedł na boisko. Podszedł do swoich znajomych, ale ukradkiem obserwował Tame. Ten oparł się o drzewo na środku trawnika. Wyglądał zjawiskowo, gdy wiatr rozwiewał mu włosy. Sessue westchnął cicho. Kątem oka zauważył, że jego kuzyn Daisuke podszedł do nowego i zaczęli ze sobą rozmawiać. 'Dzięki Ci Panie za Twe hojne dary!' zaśmiał się w duchu. "Mam okazję by do niego podejść' spojrzał wesoło na kumpli.
- Robię w sobotę imprezę. Wpadniecie nie?- powiedział jak gdyby nigdy nic.
- Jasne. Nikt nie przepuści imprezy u Ciebie.- zaśmiał się Katsumi.
- No właśnie. Wpadniemy na stówę.- dodał Michiro.
- To dobrze.- uśmiechnął się przebiegle Se.- Chodźmy do Daisuke.
- Okej.- wyszczerzył się Kat i cała czwórka ruszła w ich stronę. Brunet starał się nie patrzeć na nowego, by nie rzucić się na niego. Stanął przed kuzynem i uśmiechnął się zmysłowo.
- Witaj Die.
- Hej.- mruknął Daisuke.- co tam?
- Bosko jak zawsze.- poprawił pokazowo swoją długą grzywkę.- Robię w sobotę imprezę. Wpadniesz?
- Nie wiem...- westchnął.- Jakoś nie mam ochoty.
- Die, nawet nie próbuj się wymigać.- spojrzał mu w oczy.- Będzie bosko. Jak zawsze zresztą.- powiedział po czym jego wzrok spoczął na Tame.
- Och.. Witaj. Jesteś tu nowy prawda?
Blondyn spojrzał na niego lekko zmieszany. Nie spodziewał się, że odezwie się do niego ktoś 'taki'.
- Tak..- powiedział cicho i zaczął bawć się breloczkiem od spodni.
- Jestem Sessue Yuriko. Chodzimy razem na etykę.
- Ja Tame Suzuki. Miło mi.- mruknął cicho.
- Całą przyjemność po mojej stronie.- brunet zdesperowany, że jego urok nie działa na Małego, przegryzł seksownie dolną wargę udając, że nad czymś się zastanawia.- Hm... Może też wpadniesz? Wiem, że praktycznie się nie znamy, ale moge zapewnić, że to najlepsze domówki w całej Japonii.
Tame otworzył szerzej swoje duże oczka, teraz już oszołomiony.
- Na-naprawdę?
- Oczywiście.- Se aż serce zabiło mocniej. Chłopak był przesłodki. Te jego oczy... I usta... Najchętniej pocałowałby go tu i teraz.- Mieszkam przy Sakura 17.- podał mu wizytówkę.- O 21.
- Dziękuję.- uśmiechnął się delikatnie i schował karteczkę do kieszeni.
- Ależ nie ma za co. Mam tylko nadzieję, że przyjdziecie.- zerknął na Daisuke, który wykrzywił usta w dziwnym grymasie. Przyjrzał się Se. 'On coś knuje' pomyślał. 'Muszę pilnować Tame, bo jeszcze coś mu zrobią.'
- Jasne. Przyjdę na pewno.- mruknął cicho. Tame zmrużył oczka. Skąd ta nagła zmiana zdania? I ten złowieszczy ton? Dziwne...
- To super. Czekam na was wieczorem.- oznajmił po czym zadzwonił dzwonek na lekcje.
Tame siedział właśnie na lekcji angielskiego. Przd sobą miał wizytówkę Se. "Sessue Yuriko, Sakura 17, Kioto", nizej podane były numery telefonów. Westchnął cicho. Gdzieś już słyszał to nazwisko. Z wyglądu też skądś go kojarzył. Tylko nie miał pojęcia skąd. raczej nie mogli się kiedykolwiek spotkać. Eh... Może potem sobie przypomni. Westchnął i uniósł głowę. Spojrzał przed siebie, prosto na plecy jakiegoś chłopaka. Miał na sobie skórzaną kurtkę i obcisłe, czarne jeansy. Po chwili odwrócił się do tyłu i spojrzał na chłopaka. Miał duże, czarne oczy, podkreślone ciemnym cieniem, a na ustach cienką warstwę bażowej szminki. Co tu dużo mówić. Był megasaksowny. Czerwono-czarne kosmyki włosów opadały na jego jasną skorę i tylko dodawały uroku. Tame spuścił wzrok speszony. Nieznajomy uśmiechnął się zniewalająco. Tame zarumienił się mimowolnie.
- Hey.- czerwonowłosy spojrzał mu w oczy przez chwilę, po czym wyciągnął dłoń w jego kierunku.- Jestem Masahito.
- Witaj.- uścisnął delikatnie jego zadbaną dłoń.- Ja Rame. Miło mi.
- Mi również. Jak tam pierwszy dzień?- rozcylił lekko pełne wargi. Tame aż się zrobiło gorąco.
- Całkiem dobrze. Spodziweałem się gorszych warunków.
- To dobrze.- powiedział swoim niskim, lekko zachrypniętym głosem.- Może chcesz zjeść lunch za mną i moimi kumplami? Chyba, że już Ci to ktoś zaproponował.
- Chętnie. -uśmiechnął się delikatnie. masahito odwzajemnił uśmiech.
- Będę czekał przed klasą.
- Dzięki.
- Ależ nie ma za co. Zawsze do usług.- skinął lakko głową i odwrócił się przodem do tablicy. Tame zacisnął wargi. 'Kurczę! To COŚ znów zaczęło działać. Co sie ze mną dzieje? Nie jestem przeciez gejem!' krzyczał w myślach.
Masahito oparł się o szafkę i uśmiechnął do Tame. Blondyn spojrzał na niego i wrzucił książki do szafki.
- Idziemy?- spytał ciemnowłosy.
- Jasne.- ruszył w stronę stołówki. Dziwił się jednak, czemu wszyscy są dla niego tacy mili. W poprzednich szkołach raczej traktowali go jak odmieńca. A tu? To naprawdę cyrk.
Masahito usiadł z Tame przy stoliku w rogu sali. Sessue wbił w niego pełne pogardy i nienawiści spojrzenie. najchętniej zadźgałby go tępym cyrklem i powiesił za włosy łonowe na lampie na środku stołówki.
- Dupek.- mruknął i władował sobie do buzi spory kawałek pizzy z krewetkami. Jego kumpel, Katsumi zerknął na niego zdziwiony.
- Co się tak na Masahito gapisz? Znów fikał?
- Jak chcesz to mu spiorę tę szczurzą mordę.- zaoferował się Michiro.
- Wkurwia mnie.- mruknął Se.- Gdy tylko zobaczył, że gadam z tym nowym to od razu zechciał się z nim również zakolegować.
Chłopcy zmrużyli powieki i wbili zwrok w Masahito.
- Cholerny klon. Nie może kogoś innego kopiować?- warknął i zacisnął pięści.- Zniszczę go.
- O tak! Już po nim! Uratujemy Tame.- oświadczył Kat.
- Noo...- dodał Murai i dopił swoją colę. Szczerze nie zależało mu na przyjaźni z tym nowym. Chodzi o pretekst do zlania tego chuja i jego kumpli. Zresztą gdy ktoś z ich paczki coś chce, to musi to dostać. Taka zasada. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Niczym czterej muszkieterowie.
Michiro ukradkiem spojrzał na Tame. Cóż... Był całkiem przystojny. No i taki w typie Sessue. Niski, szczupły i słodki niczym belgijska pralinka. Uśmiechnął się pod nosem. Od razu wiedział, że nie chodzi o kopiowanie. Po prostu nowy mu się spodobał i chciał go mieć. A Masahito ma taki sam gust jeśli chodzi o chłopców. Mrau! To będzie ekscytujący rok. Bo ani Se, ani Masa nie odpuszczą. Ciekawe który wygra?
Tagi:
Dla Ciebie wszystko
Yaoi
Masakra. Od jakiś dwóch godzin 'czytam' bloga emo martynki. I doszłam do wniosku, że ja to jestem przy niej jestem bogiem inteligencji... Jeju. Aż mnie głowa boli... Skąd się takie dzieci biorą na tym świecie?!
http://emo-martynka.blog.onet.pl/
http://emo-martynka.blog.onet.pl/
Moje starsze opowiadanie. Wybaczcie, że takie denne, ale gdy je pisałam byłam gówniarą ^^
Część 1 opowiadania "I love Japan-boy!"
Przyciąć końcówki czy obciąć na jakąś konkretną długość?- spytała fryzjerka. Na różowym fotelu, z mokrymi włosami siedziała Zuza. Spojrzała intensywnie zielonymi oczami podkreślonymi czarną kredką, na swoje odbicie w dużym, pozłacanym lustrze i powiedziała:
- Tylko końcówki. Ostatnio ścinałam włosy.
W luksusowym salonie „HollyWorld Girl” poza nią były cztery inne kobiety. Jedną z nich była Maja, śliczna szatynka. Chodziły razem do jednej klasy i bardzo się lubiły, mimo, że nikt nie wierzył, że znajdą wspólny język. Majka była jedną z najładniejszych dziewczyn w klasie. Chłopcy kleili się do niej jak pszczoły do słodkiego. Mimo tego twardo stąpała po ziemi. Co innego Zuzanna. Ona raczej nie narzekała na zbyt wielu wielbicieli. Nie żeby nie była ładna. Była całkiem całkiem… Ale nie dorównywała Maji. Była raczej przy kości, średniego wzrostu, nosiła okulary i aparat na zębach. Miała wiele kompleksów. Zuza nie miała rodzeństwa, dawała ponieść się emocjom. A jednak zakumulowały się, mimo że Zuzka często wyprowadzała Marię z równowagi.
- Hmm… Jak tam Dawidek? Podobno zaprosił Cię na bal?- spytała Zuza.
- Hehe! Zaprosił, zaprosił! Wczoraj do mnie wpadł z czerwoną różą i poprosił.
- Zgodziłaś się?
- Jasne! Przecież to jeden z najładniejszych i najpopularniejszych chłopaków w szkole! I chodzi do ostatniej klasy!
- No. Zastępca przewodniczącego samorządu, kapitan szkolnej drużyny piłki nożnej. Ma same szóstki i jest słodki. Idealny kandydat dla ‘Boskiej Mii’! Hehe!
- A ty, z kim idziesz?
- Nie idę.
Majka spojrzała na nią ze zdziwieniem. Bal semestralny to najważniejsze wydarzenie w roku. Wszyscy od tygodni gadali tylko o nim.
- Jak to nie idziesz?
- Tak to! Po pierwsze: nikt mnie nie zaprosił. Po drugie: nie mam w co się ubrać. Po trzecie: tak będzie lepiej!
- Przestań! Na pewno ktoś Cię zaprosi! Jeszcze trzy tygodnie! A sukienkę mogę Ci pożyczyć!
- Majka! Ja się w twoje ciuchy nigdy nie zmieszczę! Jestem za gruba! I na pewno nikt mnie nie zaprosi. Przecież wiesz!
- To przyjdź sama! Wiele dziewczyn tak robi. Na balu będzie dużo chłopców. I nie przesadzaj! Nie jesteś gruba! Ile ważysz?
- Dużo! Aż 60 kg!
- Głupia jesteś! To przecież dobra waga. Masz przecież 170cm!
- Ta… Ale mam podwójny podbródek, oponkę na brzuchu, grube nogi i wielki tyłek!
- Jesu! Ale ty jesteś! Musisz iść! Ja sama nie pójdę.
- No nie pójdziesz. Za tobą będzie dreptał wężyk chłopaków. Zresztą możesz iść z Sandrą i Michałem.
- Ale ja chcę z tobą!- Maja nie dawała za wygraną. Zuza przewróciła oczami i westchnęła:
- Dobra! Skończmy temat! Jutro ostatni dzień szkoły i zaczynają się ferie. Będę miała dużo czasu by się zastanowić.
- Ok.
***
Zuza wracała z zakupów. Przechodziła właśnie koło swojego liceum. Na boisku były tylko cheerlederki i chłopcy z drużyny. Wśród nich był też Daniel, szkolne ciacho. Wszystkie dziewczyny w szkole za nim szalały. Był bardzo wysoki, przystojny. Miał obcięte na jeża ciemnobrązowe włosy z blond pasemkami i zielone oczy, na których widok laskom nogi się uginały. Wszyscy szli ku bramie wyjściowej. Zuzanna przyspieszyła kroku, aby uniknąć spotkania ze szkolną ‘ELITĄ’. Nie przepadała za całą tą zgrają zakochanych w sobie dupków. Nigdy nie chciała być w tej grupie. W grupie osób, których nie lubisz. Dla popularności jest się gotowym na wszystko. Prawie. Gdy jest się członkiem elity, każdy na ciebie patrzy, każdy chce być taki jak ty. Każdy Cię nie cierpi, każdy cię obgaduje, każdy ci zazdrości. Zuza była wyjątkiem. Pewnie dlatego, że nie cierpiała, gdy ją obgadują i się na nią patrzą. Wszystko z powodu swoich kompleksów. Ale zależało jej, aby być bliżej Daniela. Podobał jej się odkąd go poznała. Niestety raczej nie była dziewczyną, na którą zwróciłby uwagę. Dziewczyną z elity. Tam wszyscy myśleli o nowych samochodach, biżuterii. Ona zamiast jak większość oglądać filmy o zawikłanej akcji, woli czytać książki, pisać własne powieści i scenariusze. Jej życie przecież mogłoby zostać sfilmowane i puszczone w telewizji pod tytułem „Beznadziejna, bogata i gruba córka kobieciarza”.
Zuza wychowała się, bez ojca. Jej mama była charakteryzatorką. Pracowała w teatrze, w serialach i niektórych filmach. Zarabiała całkiem sporo. Do tego ojciec Zuzy przysyła jej również duże alimenty. Dziewczyna nigdy go nie widziała. Borys Haller odszedł z domu z jakąś aktorką, gdy Zuza miała parę miesięcy. Był biznesmenem, prowadził jakąś firmę, która przynosiła ogromne zyski. Nietaktem było by, gdyby nie płacił na swoją córkę. Jego dzieciaki z aktualnego małżeństwa pewnie chodziły do szkoły w USA, żona chodzi w sukienkach Chanel i rozdaje polecenia służbie. Borys miał jeszcze dzieci ze swoją pierwszą narzeczoną. Tak więc Zuza miała dwoje starszego i z tego co wiedziała troje młodszego, przyrodniego rodzeństwa. Matka Zuzanny nie chciała, aby córka nosiła nazwisko po jednym z największych kobieciarzy w mieście. Dlatego jest Zuzą Czajką, nie Haller. Praktycznie ma na imię Susannah (tak wybrał ojciec), ale wszyscy używali polskiej wersji.
Tak więc Zuza była inna. Dlatego szybko chciała minąć głupich królów szkoły. Niestety usłyszała znienawidzony przez siebie głos:
- Hej Zuza!
Zwolniła kroku i obróciła się. Przed nią stała Kaśka, zło w czystej postaci. 176 centymetrów opalonego w solarium, szczupłego ciała z ciemnymi blond włosami na samej górze. Uśmiechnęła się złośliwie.
- Co porabiasz?- spytała. Dołączyły do niej inne złośliwe pannice. Wszystkie w seksownych ciuchach, więcej pokazujących niż zakrywających.
Część 1 opowiadania "I love Japan-boy!"
Przyciąć końcówki czy obciąć na jakąś konkretną długość?- spytała fryzjerka. Na różowym fotelu, z mokrymi włosami siedziała Zuza. Spojrzała intensywnie zielonymi oczami podkreślonymi czarną kredką, na swoje odbicie w dużym, pozłacanym lustrze i powiedziała:
- Tylko końcówki. Ostatnio ścinałam włosy.
W luksusowym salonie „HollyWorld Girl” poza nią były cztery inne kobiety. Jedną z nich była Maja, śliczna szatynka. Chodziły razem do jednej klasy i bardzo się lubiły, mimo, że nikt nie wierzył, że znajdą wspólny język. Majka była jedną z najładniejszych dziewczyn w klasie. Chłopcy kleili się do niej jak pszczoły do słodkiego. Mimo tego twardo stąpała po ziemi. Co innego Zuzanna. Ona raczej nie narzekała na zbyt wielu wielbicieli. Nie żeby nie była ładna. Była całkiem całkiem… Ale nie dorównywała Maji. Była raczej przy kości, średniego wzrostu, nosiła okulary i aparat na zębach. Miała wiele kompleksów. Zuza nie miała rodzeństwa, dawała ponieść się emocjom. A jednak zakumulowały się, mimo że Zuzka często wyprowadzała Marię z równowagi.
- Hmm… Jak tam Dawidek? Podobno zaprosił Cię na bal?- spytała Zuza.
- Hehe! Zaprosił, zaprosił! Wczoraj do mnie wpadł z czerwoną różą i poprosił.
- Zgodziłaś się?
- Jasne! Przecież to jeden z najładniejszych i najpopularniejszych chłopaków w szkole! I chodzi do ostatniej klasy!
- No. Zastępca przewodniczącego samorządu, kapitan szkolnej drużyny piłki nożnej. Ma same szóstki i jest słodki. Idealny kandydat dla ‘Boskiej Mii’! Hehe!
- A ty, z kim idziesz?
- Nie idę.
Majka spojrzała na nią ze zdziwieniem. Bal semestralny to najważniejsze wydarzenie w roku. Wszyscy od tygodni gadali tylko o nim.
- Jak to nie idziesz?
- Tak to! Po pierwsze: nikt mnie nie zaprosił. Po drugie: nie mam w co się ubrać. Po trzecie: tak będzie lepiej!
- Przestań! Na pewno ktoś Cię zaprosi! Jeszcze trzy tygodnie! A sukienkę mogę Ci pożyczyć!
- Majka! Ja się w twoje ciuchy nigdy nie zmieszczę! Jestem za gruba! I na pewno nikt mnie nie zaprosi. Przecież wiesz!
- To przyjdź sama! Wiele dziewczyn tak robi. Na balu będzie dużo chłopców. I nie przesadzaj! Nie jesteś gruba! Ile ważysz?
- Dużo! Aż 60 kg!
- Głupia jesteś! To przecież dobra waga. Masz przecież 170cm!
- Ta… Ale mam podwójny podbródek, oponkę na brzuchu, grube nogi i wielki tyłek!
- Jesu! Ale ty jesteś! Musisz iść! Ja sama nie pójdę.
- No nie pójdziesz. Za tobą będzie dreptał wężyk chłopaków. Zresztą możesz iść z Sandrą i Michałem.
- Ale ja chcę z tobą!- Maja nie dawała za wygraną. Zuza przewróciła oczami i westchnęła:
- Dobra! Skończmy temat! Jutro ostatni dzień szkoły i zaczynają się ferie. Będę miała dużo czasu by się zastanowić.
- Ok.
***
Zuza wracała z zakupów. Przechodziła właśnie koło swojego liceum. Na boisku były tylko cheerlederki i chłopcy z drużyny. Wśród nich był też Daniel, szkolne ciacho. Wszystkie dziewczyny w szkole za nim szalały. Był bardzo wysoki, przystojny. Miał obcięte na jeża ciemnobrązowe włosy z blond pasemkami i zielone oczy, na których widok laskom nogi się uginały. Wszyscy szli ku bramie wyjściowej. Zuzanna przyspieszyła kroku, aby uniknąć spotkania ze szkolną ‘ELITĄ’. Nie przepadała za całą tą zgrają zakochanych w sobie dupków. Nigdy nie chciała być w tej grupie. W grupie osób, których nie lubisz. Dla popularności jest się gotowym na wszystko. Prawie. Gdy jest się członkiem elity, każdy na ciebie patrzy, każdy chce być taki jak ty. Każdy Cię nie cierpi, każdy cię obgaduje, każdy ci zazdrości. Zuza była wyjątkiem. Pewnie dlatego, że nie cierpiała, gdy ją obgadują i się na nią patrzą. Wszystko z powodu swoich kompleksów. Ale zależało jej, aby być bliżej Daniela. Podobał jej się odkąd go poznała. Niestety raczej nie była dziewczyną, na którą zwróciłby uwagę. Dziewczyną z elity. Tam wszyscy myśleli o nowych samochodach, biżuterii. Ona zamiast jak większość oglądać filmy o zawikłanej akcji, woli czytać książki, pisać własne powieści i scenariusze. Jej życie przecież mogłoby zostać sfilmowane i puszczone w telewizji pod tytułem „Beznadziejna, bogata i gruba córka kobieciarza”.
Zuza wychowała się, bez ojca. Jej mama była charakteryzatorką. Pracowała w teatrze, w serialach i niektórych filmach. Zarabiała całkiem sporo. Do tego ojciec Zuzy przysyła jej również duże alimenty. Dziewczyna nigdy go nie widziała. Borys Haller odszedł z domu z jakąś aktorką, gdy Zuza miała parę miesięcy. Był biznesmenem, prowadził jakąś firmę, która przynosiła ogromne zyski. Nietaktem było by, gdyby nie płacił na swoją córkę. Jego dzieciaki z aktualnego małżeństwa pewnie chodziły do szkoły w USA, żona chodzi w sukienkach Chanel i rozdaje polecenia służbie. Borys miał jeszcze dzieci ze swoją pierwszą narzeczoną. Tak więc Zuza miała dwoje starszego i z tego co wiedziała troje młodszego, przyrodniego rodzeństwa. Matka Zuzanny nie chciała, aby córka nosiła nazwisko po jednym z największych kobieciarzy w mieście. Dlatego jest Zuzą Czajką, nie Haller. Praktycznie ma na imię Susannah (tak wybrał ojciec), ale wszyscy używali polskiej wersji.
Tak więc Zuza była inna. Dlatego szybko chciała minąć głupich królów szkoły. Niestety usłyszała znienawidzony przez siebie głos:
- Hej Zuza!
Zwolniła kroku i obróciła się. Przed nią stała Kaśka, zło w czystej postaci. 176 centymetrów opalonego w solarium, szczupłego ciała z ciemnymi blond włosami na samej górze. Uśmiechnęła się złośliwie.
- Co porabiasz?- spytała. Dołączyły do niej inne złośliwe pannice. Wszystkie w seksownych ciuchach, więcej pokazujących niż zakrywających.
Tagi:
I love Japan-boy
Yaoi
HELP!!!
Podałby mi ktoś link do drugiej części filmu 'Death Note' : "Death Note: Ostatnie imię" oraz "L: Change the World"? Ale z polskimi napisami bądź lektorem. Błagam *.*
Podałby mi ktoś link do drugiej części filmu 'Death Note' : "Death Note: Ostatnie imię" oraz "L: Change the World"? Ale z polskimi napisami bądź lektorem. Błagam *.*
Tagi:
Death Note
film
Hm. Ostatnio poprosiłam ( czytaj: zmusiłam) znajomego by dał mi jeden ze swoich wierszy. Ha. I dostałam taki zajebisty, bo ułożył go na swój występ w teatrze, gdzie grał dziewczynę (nie ma to jak babskie rysy i długie włosy ^^), do tego gothic girl. Niestety nie byłam na premierze, ale mam nagranie i muszę przyznać, że ma talent. Ja bym sama tak dobrze jak on babki nie zagrała. xD
Oto ten wiersz:
Przemijanie.
Przepełnij mnie swoim uczuciem...
Chcę cię mieć przy sobie.
Niczego nie pragnę bardziej,
Niż obecnośc Twej...
Czarna suknia, na czerownym tle.
Żałobna pieśń unosi dziś mnie.
Spojrzenie, dotyk, usta twe...
Wspomnienie, które wypełnia mnie.
To wszystko to tylko pusty gest,
Pragnienie, które Tobą jest.
Zniknąłeś,gdy najbardziej chciałam Cię.
Pokochałam.. To nie jest fair.
Moje życie, niczym czarna kartka.
Jak zatopiona na morzu barka.
Choć rozum chce żyć, serce burzy się.
Mam odejść? To najlepsze rozwiązanie jest...
Mam dość takiego życia.
Zegaru żalu bicia.
Wszystko na niczym się skończyło.
Nawet nie wiem czy to naprawdę było...
Dziękuję za spędzone razem chwile.
Szkoda, że było ich tylko tyle....
Mówiłam: bądź ze mną zawsze.
Nie słuchałeś....
I po raz pierwszy ranę mi zadałeś.
Swe serce Ci oddałam...
Co za to otrzymałam?
I.. Nie wiem gdzie jesteś,
Nie wiem, co czujesz.
Czy w krainie mroku wariujesz...
Byłeś dla mnie wszytkim.
Ukochanym, kochankiem, bliskim...
Oto ten wiersz:
Przemijanie.
Przepełnij mnie swoim uczuciem...
Chcę cię mieć przy sobie.
Niczego nie pragnę bardziej,
Niż obecnośc Twej...
Czarna suknia, na czerownym tle.
Żałobna pieśń unosi dziś mnie.
Spojrzenie, dotyk, usta twe...
Wspomnienie, które wypełnia mnie.
To wszystko to tylko pusty gest,
Pragnienie, które Tobą jest.
Zniknąłeś,gdy najbardziej chciałam Cię.
Pokochałam.. To nie jest fair.
Moje życie, niczym czarna kartka.
Jak zatopiona na morzu barka.
Choć rozum chce żyć, serce burzy się.
Mam odejść? To najlepsze rozwiązanie jest...
Mam dość takiego życia.
Zegaru żalu bicia.
Wszystko na niczym się skończyło.
Nawet nie wiem czy to naprawdę było...
Dziękuję za spędzone razem chwile.
Szkoda, że było ich tylko tyle....
Mówiłam: bądź ze mną zawsze.
Nie słuchałeś....
I po raz pierwszy ranę mi zadałeś.
Swe serce Ci oddałam...
Co za to otrzymałam?
I.. Nie wiem gdzie jesteś,
Nie wiem, co czujesz.
Czy w krainie mroku wariujesz...
Byłeś dla mnie wszytkim.
Ukochanym, kochankiem, bliskim...
Uzależniłam się od japońskich i koreańskich dram. Masakra.... Ogladam je minimum 3 godzinny dziennie, bo inaczej odbija mi (poza tym, że odbija mi całe życie. Nie ma to jak mój mózg ^^). No i doszłam do wniosku, że będę stawiać ołtarze tym aktorom. Szczególnie Yusuke Yamamoto. Matko! On jest nieziemski... Taki jak... Kaczorek *.* *jebs*








Niedawno pokochałam polskie zespoły rockowe! W szczególności - Coma. Mają boskie piosenki.
http://www.youtube.com/watch?v=Uqk-M-BRdlo
POZA NAMI WIELKI CZAS
KILKU ZMARNOWANYCH SZANS
NIE BRAKŁO, NIE ZABRAKŁO SŁÓW I SNÓW
BYŁY DNI NA SAMYM DNIE
ALE SZŁO SIĘ DALEJ GDZIE
NIE BRAKŁO, NIE ZABRAKŁO SŁÓW I SNÓW
CHWAŁA BOGU Z TEN GNIEW
KTÓRY SYCI NASZĄ KREW, BY
NIE BRAKŁO, NIE ZABRAKŁO SŁÓW I SNÓW
MYŚLAŁEM, ŻE MOŻEMY SPROSTAĆ OGROMOWI WASZYCH PRAGNIEŃ
MYŚLAŁEM, ŻE MOŻEMY DODAĆ WAM NADZIEJĘ I ODWAGĘ
POSPADAŁY WSZYSTKIE SŁOŃCA, NASZA CHWILA TAK SIĘ KOŃCZY
JEŚLI CHCECIE BYŚMY BYLI, WYRZEKNIJCIE TO NIM ZAMILKNIEMY
CZEKAMY NA ODPOWIEDŹ
WYPALIŁ SIĘ W NAS OGIEŃ
WSPANIALI JAK BOGOWIE
ZGINIEMY BEZPOWROTNIE
http://www.youtube.com/watch?v=Uqk-M-BRdlo
POZA NAMI WIELKI CZAS
KILKU ZMARNOWANYCH SZANS
NIE BRAKŁO, NIE ZABRAKŁO SŁÓW I SNÓW
BYŁY DNI NA SAMYM DNIE
ALE SZŁO SIĘ DALEJ GDZIE
NIE BRAKŁO, NIE ZABRAKŁO SŁÓW I SNÓW
CHWAŁA BOGU Z TEN GNIEW
KTÓRY SYCI NASZĄ KREW, BY
NIE BRAKŁO, NIE ZABRAKŁO SŁÓW I SNÓW
MYŚLAŁEM, ŻE MOŻEMY SPROSTAĆ OGROMOWI WASZYCH PRAGNIEŃ
MYŚLAŁEM, ŻE MOŻEMY DODAĆ WAM NADZIEJĘ I ODWAGĘ
POSPADAŁY WSZYSTKIE SŁOŃCA, NASZA CHWILA TAK SIĘ KOŃCZY
JEŚLI CHCECIE BYŚMY BYLI, WYRZEKNIJCIE TO NIM ZAMILKNIEMY
CZEKAMY NA ODPOWIEDŹ
WYPALIŁ SIĘ W NAS OGIEŃ
WSPANIALI JAK BOGOWIE
ZGINIEMY BEZPOWROTNIE
Cześć 1 Yaoi "Dla Ciebie wszystko."
"Z deszczu pod rynnę"
- Boję się Amber.- jęknął po raz setny tego dnia Tame.- A co jeśli będzie jak wtedy?
Amber westchneła i zamrużyła mocno pomalowane, czarne oczy.
- Daj spokój! To tylko nowa szkoła. Nic więcej. Dasz radę.
- Mam nadzieję...- mruknął.- No ale..
- Skończ!- warknęła.- Mam już dość twojego ciągłego lamentowania. Pamiętaj, ze to przez ciebie i twoją nadpobudliwość tu jesteśmy, więc nie waż mi się narzekać bo cię ukatrupię!
- YY! Spokojnie! Już będę cicho.- powiedział cicho i schował nos w czarnej arafatce. Eh.. Czemu jego siostra była taka maruda? Mogła zostać w Tokio. Wtedy miałby święty spokój. Doszli do szkolnego budynku. Był dużo mniejszy od jego starego liceum. Zewsząd zjeżdżały się samochody i autobusy. Nagle usłyszał pisk.
- Kocham Cię Se!- wydarła się jakaś panna a jej koleżanki zaczęły szczerzyć się w kierunku długowłosego chłopaka, który akurat wychodził ze swojego luksusowago porche. Nieznajomy uśmiechnął się zniewalająco, niczym gwiazda Hollywood.
- Powiedz lepiej, kto mnie nie kocha.- powiedział głośno po czym poprawił swoją przydługawą grzywkę, która opadała na podkreślone czarną kredką oczy. Z jego samochodu, od strony pasażera wysiadła śliczna dziewczyna, podobna do chłopaka. Roześmiała się promiennie zapinając skórzaną, czerwoną kurtkę.
- Aleś ty skromny, braciszku.
- Taka jest prawda, Kazumi. Nic na to nie poradzę.- wzruszył szerokimi ramionami. Po chwili obok niego zaparkowały dwa inne auta. Wysiadło z nich trzech chłopaków i dziewczyna.
- O. Widzę, ze zjachała się chołota.- powiedziała Kazumi.- Grr... Nie wiem jak można jeździć autobusem.
- Nie ty jedna. To jest przecież obrzydliwe.- dodała nowo-przybyła panna.- Przecież na tych fotalach są biliony zarazek.- skrzywiła swoją piękną twarz w obrzydzeniu. Se zaśmiał się i objął ją od tyłu.
- Są ciekawsze rzeczy do roboty niż gadanie o podludziach. Ich sprawa czym jeżdżą. Mi to tam zwisa. Byleby się do mnie nie zbliżali.- zamruczał do jej ucha.
- Emi! Weźcie się uspokójcie.- jęknęła Kazumi.- Dzieci się jeszcze podniecą a nie chcę tu zbiorowego orgazmu.
Se westchnął i wsunął dłoń pod bluzkę Emi, dłońmi zaczął gładzić jej brzuch.
- niech się podniecają. Sami nie mogą, to daj im chociaż oczy nacieszyć.- całuje leniwie jej szyję.
- Matko! Z kim ja się zadaję?!- jęknęła Kazu i ruszyła w stronę budynku. Wszyscy poszli za nią.
- O cholera!- wytrzeszczyła oczy Amber.- Ale z nich lamusy. Masakra.
- Żal...- mruknął Tame.- Chociaż ten Se całkiem łady jest.
- Żartujesz!? On jest nieziemski. Tylko szkoda, że taki cymbał.
- Nie mozna mieć i urody, i mózgu.- zachichotał.
- Hm.. Tame?- siostra spojrzała na niego i przegryzła dolną wargę.- Słuchaj... Nie żebym Ci matkowała, ale moze miej swoje nerwy na wodzy. Nie wdawaj się już w te bójki.- westchnęła.- Staraj się jakoś.. opanować swoją agresję.
- Wiem. Ale będzie ciężko.
- No tak. Ale naprawdę nie chcę by znów jacyś debile zrobili Ci krzywdę. Martwię się. Po to przeprowadziliśmy się na drugi koniec kraju. Byś był bezpieczny. Nie chcę byś znów znalazł się cały połamany w szpitalu.
- Ale to nie moja wina....
- Wiem. Tym bardziej uważaj.- objęła go lekko.- Powodzenia.
- Dzięki i nawzajem.- usmiechnął się lekko.- Dobra, bo się spóźnimy.- odsunął się od niej.
- Racja.- wyszzcerzyła się.- To do przerwy!- pobiegła do szkoły. Chłopak ruszył powoli w stronę wejścia. Wszyscy pchali się i szturchali. Jednym słowem: dzicz. Na swoje nieszczęście był niski i chudy, więc cieżko mu było przedostać się do klasy. Po jakimś czasie dopadł klamkę i wbiegł do pomieszczenia. W środku byli już wszyscy uczniowie, w tym Se i jego trzej koledzy. Nauczyciel uśmiechnął się do niego przyjaźnie.
- Dzień dobry.- powiedział szybko Tame i skłonił się nisko. Zacisnął swoje pełne wargi. Wyprostował się i podszedł do mężczyzny. Wręczył mu kartkę od dyrektora.
- Witaj. Hm. - powiedział po czym zwrócił się do klasy.- To jest Tame Suzuki. Będzie chodził z wami do klasy.
Kilka osób uśmiechnęło się, a reszta tylko gapiła się z ciekawością. Tame zarumienił się lekko i zaczął szukać wolnego miejsca. Miał do wyboru ławkę na samym przedzie lub drugą, obok miejsca Se. Wybrał tę z tyłu. Brunet gapił się na niego bezczelnie. Chłopak usiadł szybko na swoim krześle i wyciągnął książki, zerkając ukradkiem na Se. Ten po chwili odwrócił wzrok. Wgapił się następnie w swój zeszyt nieprzytomnym wzrokiem. 'Dziwny koleś' pomyślał Tame.
Lekcja minęła bardzo szybko. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wybiegli z klasy. Chłopak wyszedł jako ostatni i ruszył powoli na oblężony przez młodzież dziedziniec. Po chwili dostrzegł duże drzewo rosnące w najdalszej części parku. Usiadł pod nim i oparł się o pień przymykając oczy.
- Hej.- usłyszał nagle męski głos. Rozejrzał się szybko. Obok niego stał nieziemsko przystojny chłopak. Ubrany w obcisłą, czarną koszulkę i jasne jeansy opierał się o 'jego' drzewo.
- Witaj.- uśmiechnął się delikatnie. Nieznajomy odwzajemnił uśmiech i kucnął przed nim.
- Jestem Daisuke.- wyciągnął w jego kierunku opaloną dłoń.
- Miło mi. Ja Tame.- uścisnął ją delikatnie.
- Mi również.- uśmiecchnął się jeszcze szerzej pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.- Jesteś tu nowy, prawda?
- Tak, niestety.- westchnął.
- Znam ten ból. Tym bardziej, że trafiłeś do domu wariatów.- zaśmiał się.
- Wariatów?- spojrzał na niego zdziwiony.
- Niestety. Trafiłeś do najbardziej popieprzonej szkoły w całym Kioto.
- Jak to?- wytrzeszczył oczy.
- A tak to. aby tu przeżyć trzeba być silnym. I to nie tylko fizycznie a psychicznie.
- Ahas... Dzieki za ostrzeżenie.- westchnął. No to pięknie. Z deszczu pod rynnę.
Mam nadzieję, że się podoba. ^^
Gomen, że tak późno.
"Z deszczu pod rynnę"
- Boję się Amber.- jęknął po raz setny tego dnia Tame.- A co jeśli będzie jak wtedy?
Amber westchneła i zamrużyła mocno pomalowane, czarne oczy.
- Daj spokój! To tylko nowa szkoła. Nic więcej. Dasz radę.
- Mam nadzieję...- mruknął.- No ale..
- Skończ!- warknęła.- Mam już dość twojego ciągłego lamentowania. Pamiętaj, ze to przez ciebie i twoją nadpobudliwość tu jesteśmy, więc nie waż mi się narzekać bo cię ukatrupię!
- YY! Spokojnie! Już będę cicho.- powiedział cicho i schował nos w czarnej arafatce. Eh.. Czemu jego siostra była taka maruda? Mogła zostać w Tokio. Wtedy miałby święty spokój. Doszli do szkolnego budynku. Był dużo mniejszy od jego starego liceum. Zewsząd zjeżdżały się samochody i autobusy. Nagle usłyszał pisk.
- Kocham Cię Se!- wydarła się jakaś panna a jej koleżanki zaczęły szczerzyć się w kierunku długowłosego chłopaka, który akurat wychodził ze swojego luksusowago porche. Nieznajomy uśmiechnął się zniewalająco, niczym gwiazda Hollywood.
- Powiedz lepiej, kto mnie nie kocha.- powiedział głośno po czym poprawił swoją przydługawą grzywkę, która opadała na podkreślone czarną kredką oczy. Z jego samochodu, od strony pasażera wysiadła śliczna dziewczyna, podobna do chłopaka. Roześmiała się promiennie zapinając skórzaną, czerwoną kurtkę.
- Aleś ty skromny, braciszku.
- Taka jest prawda, Kazumi. Nic na to nie poradzę.- wzruszył szerokimi ramionami. Po chwili obok niego zaparkowały dwa inne auta. Wysiadło z nich trzech chłopaków i dziewczyna.
- O. Widzę, ze zjachała się chołota.- powiedziała Kazumi.- Grr... Nie wiem jak można jeździć autobusem.
- Nie ty jedna. To jest przecież obrzydliwe.- dodała nowo-przybyła panna.- Przecież na tych fotalach są biliony zarazek.- skrzywiła swoją piękną twarz w obrzydzeniu. Se zaśmiał się i objął ją od tyłu.
- Są ciekawsze rzeczy do roboty niż gadanie o podludziach. Ich sprawa czym jeżdżą. Mi to tam zwisa. Byleby się do mnie nie zbliżali.- zamruczał do jej ucha.
- Emi! Weźcie się uspokójcie.- jęknęła Kazumi.- Dzieci się jeszcze podniecą a nie chcę tu zbiorowego orgazmu.
Se westchnął i wsunął dłoń pod bluzkę Emi, dłońmi zaczął gładzić jej brzuch.
- niech się podniecają. Sami nie mogą, to daj im chociaż oczy nacieszyć.- całuje leniwie jej szyję.
- Matko! Z kim ja się zadaję?!- jęknęła Kazu i ruszyła w stronę budynku. Wszyscy poszli za nią.
- O cholera!- wytrzeszczyła oczy Amber.- Ale z nich lamusy. Masakra.
- Żal...- mruknął Tame.- Chociaż ten Se całkiem łady jest.
- Żartujesz!? On jest nieziemski. Tylko szkoda, że taki cymbał.
- Nie mozna mieć i urody, i mózgu.- zachichotał.
- Hm.. Tame?- siostra spojrzała na niego i przegryzła dolną wargę.- Słuchaj... Nie żebym Ci matkowała, ale moze miej swoje nerwy na wodzy. Nie wdawaj się już w te bójki.- westchnęła.- Staraj się jakoś.. opanować swoją agresję.
- Wiem. Ale będzie ciężko.
- No tak. Ale naprawdę nie chcę by znów jacyś debile zrobili Ci krzywdę. Martwię się. Po to przeprowadziliśmy się na drugi koniec kraju. Byś był bezpieczny. Nie chcę byś znów znalazł się cały połamany w szpitalu.
- Ale to nie moja wina....
- Wiem. Tym bardziej uważaj.- objęła go lekko.- Powodzenia.
- Dzięki i nawzajem.- usmiechnął się lekko.- Dobra, bo się spóźnimy.- odsunął się od niej.
- Racja.- wyszzcerzyła się.- To do przerwy!- pobiegła do szkoły. Chłopak ruszył powoli w stronę wejścia. Wszyscy pchali się i szturchali. Jednym słowem: dzicz. Na swoje nieszczęście był niski i chudy, więc cieżko mu było przedostać się do klasy. Po jakimś czasie dopadł klamkę i wbiegł do pomieszczenia. W środku byli już wszyscy uczniowie, w tym Se i jego trzej koledzy. Nauczyciel uśmiechnął się do niego przyjaźnie.
- Dzień dobry.- powiedział szybko Tame i skłonił się nisko. Zacisnął swoje pełne wargi. Wyprostował się i podszedł do mężczyzny. Wręczył mu kartkę od dyrektora.
- Witaj. Hm. - powiedział po czym zwrócił się do klasy.- To jest Tame Suzuki. Będzie chodził z wami do klasy.
Kilka osób uśmiechnęło się, a reszta tylko gapiła się z ciekawością. Tame zarumienił się lekko i zaczął szukać wolnego miejsca. Miał do wyboru ławkę na samym przedzie lub drugą, obok miejsca Se. Wybrał tę z tyłu. Brunet gapił się na niego bezczelnie. Chłopak usiadł szybko na swoim krześle i wyciągnął książki, zerkając ukradkiem na Se. Ten po chwili odwrócił wzrok. Wgapił się następnie w swój zeszyt nieprzytomnym wzrokiem. 'Dziwny koleś' pomyślał Tame.
Lekcja minęła bardzo szybko. Gdy zadzwonił dzwonek wszyscy wybiegli z klasy. Chłopak wyszedł jako ostatni i ruszył powoli na oblężony przez młodzież dziedziniec. Po chwili dostrzegł duże drzewo rosnące w najdalszej części parku. Usiadł pod nim i oparł się o pień przymykając oczy.
- Hej.- usłyszał nagle męski głos. Rozejrzał się szybko. Obok niego stał nieziemsko przystojny chłopak. Ubrany w obcisłą, czarną koszulkę i jasne jeansy opierał się o 'jego' drzewo.
- Witaj.- uśmiechnął się delikatnie. Nieznajomy odwzajemnił uśmiech i kucnął przed nim.
- Jestem Daisuke.- wyciągnął w jego kierunku opaloną dłoń.
- Miło mi. Ja Tame.- uścisnął ją delikatnie.
- Mi również.- uśmiecchnął się jeszcze szerzej pokazując swoje śnieżnobiałe zęby.- Jesteś tu nowy, prawda?
- Tak, niestety.- westchnął.
- Znam ten ból. Tym bardziej, że trafiłeś do domu wariatów.- zaśmiał się.
- Wariatów?- spojrzał na niego zdziwiony.
- Niestety. Trafiłeś do najbardziej popieprzonej szkoły w całym Kioto.
- Jak to?- wytrzeszczył oczy.
- A tak to. aby tu przeżyć trzeba być silnym. I to nie tylko fizycznie a psychicznie.
- Ahas... Dzieki za ostrzeżenie.- westchnął. No to pięknie. Z deszczu pod rynnę.
Mam nadzieję, że się podoba. ^^
Gomen, że tak późno.
Tagi:
Dla Ciebie wszystko
Yaoi
Gomen, ze tak długo nie ma nowych rozdziałów, ale po prostu nie mam czasu. Ale spokojnie - jestem w trakcie pisania nowego Yaoi o innej już tematyce i bohaterach, i mam nadzieję, że w końcu go skończę i dodam... Sayo <33
Tagi:
Gomen

















